Normalnie nie jedną z nas pewnie by krew zalała,ale jak ja to wczoraj zobaczyłam to myślałam,że padnę ze śmiechu :D
Otóż wczoraj wrzuciłam sobie pranie. Delikatne z najniższą temperaturą oraz bez wirowania.
A w pralce moje najlepsze sweterki. Takie delikatniutkie co to niby w pralce można,ale wiecie....z ogromnym UWAGA na wszystkie pralkowe funkcje.
No, więc funkcje wszystkie spełnione,ale pech chciał,że w trakcie zajmowania się obowiązkami domowymi TU mycie garów nie zauważyłam,że mój smyk lubiący kombinować ustawił mi pralkę na 90 stopni :(
Ehhhhhh byście widziały moje zdziwienie jak wyciągałam sweterki z pralki :)
Przez chwilunię dosłownie była mała konsternacja,a potem taki śmiech,że zalewałam się łzami.
Słuchajcie... ja jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tak idealnie sfilcowanych swetrów hahahahaah, no i takich malutkich!!!!! szok.
No,więc nie jedna z nas by już zera widziała :) a ja prawie tarzałam się ze śmiechu. Do dziś czuję efekty uboczne w postaci bólu zanikającego już mięśnia brzusznego :P
No,ale ponieważ sweterki trzeba jakoś teraz wykorzystać wpadłam na pomysł,że uszyje do nich lale.
Więc w sumie stało się dobrze bo wkładki wychodzą mi nawet dobrze,ale z szyciem ubrań mam ogromne problemy.
Ja z tych co bez szablonów raczej nie ruszą tematu :(
Więc tak o to tym optymistycznym akcentem zaczęłam sobie dzisiaj dzień.
ściskam Madzia
ps załączam fotkę jednego z sweterków-nie, nie to żadne filcowe dzieło hehehehe. Ten sięgał mi za pupę i zapomniałam odpiąć kwiatka,którego dostałam od Madzi. Na szczęście nie ruszony :D
Trzymany w rączkach przez Ryśka. Fajny jest co nie?

O kurcze...;) Nieźle się "maszyneria" przy tak artystycznym filcowaniu napracowała!;) Efekt jest rzeczywiście "spektakularny". ;)
OdpowiedzUsuńO MAMO! ale Ci dziecko zrobiło psikusa :)))
OdpowiedzUsuńchyba bym zareagowała podobnie, bo w sumie się małe się na niczym nie zna, a krzyk czy płacz sweterku Życia nie wróci ;))
ściskam!
no ja bym na pewno się nie śmiała, bo na mnie trudno ciucha kupić w moim rozmiarze i jeszcze żeby mi się podobał, więc bym była wściekła
OdpowiedzUsuńa takie małego szopa pracza majstrującego przy pralce też mam niestety i też muszę uważać ;)
buziaki
Kasia
idę do Cię mejla skrobnąć w spr farby i pokrowca na sofę ;)
Nie sądziłam, że że z swetra może zrobić się coś takiego :)
OdpowiedzUsuńznając życie ja pewnie bym usiadła i się popłakała ;)
ooo no filcowanie rzekłabym wręcz idealne! I podziwiam za optymizm, mnie by jednak krew zalała, pewnie z tego powodu, ze funduszy brak na nowe ciuchy ;)
OdpowiedzUsuńhahaha niezłe....mnie chyba by szlag trafil
OdpowiedzUsuńprzypomnialo mi sie jak kiedys piekłam biskopt, pierwszy raz w życiu. Nastawiłam, po 10minutach chiałam zerknąc jak tam a tam czarno... ciasto czarniusieńkie, okazało się że młody ustawił mi maksymalną temperaturę w piekarniku :D
no dzielo sztuki normalnie.
OdpowiedzUsuńo kurcze, ja bym chyba się popłakała - w zależności jak bardzo był to ulubiony sweter...
OdpowiedzUsuńhej dziewczyny. No ja chyba w tym natłoku zmartwień ostatnio jakoś automatycznie inaczej zareagowałam :) normalnie to też by mnie cholera wzięła,ale tym razem było inaczej.
OdpowiedzUsuńa ja kiedyś usiłowałam zmniejszyć sweterek w ten sposób i nic mi nie wyszło, a tu Rychu taki zdolny :P
OdpowiedzUsuńNie- no super !:) sweterek jak sie patrzy:))) Myślałam , że tylko ja potrafię prać bluzy polarowe na 90 stopni:))) (spokojnie nie kurczy się tyko trochę zagnieceń:)))- ale widzę, że Twoja pociecha jak chce to też potrafi :))) pozdrawiam Marta
OdpowiedzUsuńno ja to bym załamała ręce na bank :D
OdpowiedzUsuńMogłaś, albo płakać, albo śmiać się... dobrze wybrałaś.
OdpowiedzUsuńJest czad, nie ma co:D Super, że tak podeszłaś do tematu i miałaś dużo radochy!!! Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńhe he ale fajny mialaś ubaw :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńmagdula zapytej konwaliową co zrobiłam z jej sweterkiem jak chodziła doszkoły podstawowoej - sweterek nadawał się dla barbie !!!
OdpowiedzUsuńkochanie jest pretekst do kupienia nowych :)
buuuziaki
hhahahhaah,,,,,,,,,,,,,,, się poskładałam:)
OdpowiedzUsuńto kiedy jedziemy na zaqpki?????????
:*:*:*:*:*:*
hehe nie ma tegozlegoco by na dobre nie wyszlo;)
OdpowiedzUsuńja tez tak juz pralam! najpierw przy wyciaganiu z pralki nie moglam sobie przypomniec skad moj (wtedy) niemowlaczek ma taki sliczny golfik, a potem to juz tylko plakalam...ze smiechu!
OdpowiedzUsuńbardzo goraco pozdrawiam, a z tych sweterkow faktycznie da sie jeszcze niejedno zrobic, moze jakies male torebeczki :)
Al to nie Rych to Adach był taki zdolny :P
OdpowiedzUsuńNo nie mogłam już chyba inaczej odpowiedzieć jak śmiechem:)
Monia no ładnie to tak psuć ciuszki siostry?
Megas no ja też się poskładałam :D
Urbanska-dziękuję za odwiedzinki :* jakbym jeszcze tak potrafiła uszyć takie torebusie hehehe to by było dobrze ;)
można śmiać się albo płakać... ale płacze sweterków nie wrócą, więc po co :P.
OdpowiedzUsuńJa bym pewnie puściła wyjątkowo paskudną wiązankę i poszła zmywać :P
ale numer - ale jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, czekam więc na lalę
OdpowiedzUsuńP.S. dostanie kwiatka od "cioci" do tego sweterka
za to lala będzie miała piękne ubranko:)
OdpowiedzUsuńto byl sliczny seter skoro nawet teraz jest fajny. Mnie by szlak trafil..
OdpowiedzUsuńbuziole
B.
ale jazda, no obłęd normalnie :))) Ja pewnie w pierwszym odruchu bym wrzasnęła, potem bym się zalała łzami, a na końcu na bank śmiałabym się tak jak Ty :)
OdpowiedzUsuńU mnie też by pewnie łzy były:((( współczuje, ale dobrze, że w końcu się śmiałaś:))teraz trzeba wymienić garderobę:))
OdpowiedzUsuńbuziaki!
Ha ha ha dobre :) Ale nie ma tego złego, co by...prawda? :D
OdpowiedzUsuńNo fakt,ja bym chyba gromami ciskała,podziwiam za opanowanie,ale to chyba przez zaskoczenie Cię tak na hihy wzięło....:))
OdpowiedzUsuńWiesz co - coś jest w powietrzu, pisałaś wcześniej że się dołujesz - ja osobiście jestem pozytywnie zakręconą optymistką i daleko mi do dołowania się ale ten tydzień mnie zabił, miałam jakiś taki skopany nastrój że hej. Do tego ciągły pech. Ja np dla odmiany poszła zrobić wizytówki z nowym nazwiskiem i tak się zagadałam z gościem, że zrobił mi dokładnie takie same wizytówki jak miałam ze starymi danymi, kupa papieru farby drukarskiej i kasy do du.. Musiałam zamówić jeszcze raz. Pech na całego - nie mówiąc już o zbitych szklankach i innych tego typu stratach - więc jeżeli Cię to pocieszy - pech dotknął nie tylko Ciebie - dobrze że podeszłaś do tego na wesoło.
OdpowiedzUsuńmożesz tez uszyc sobie ekstra torbe filcowa:)))))))...ja bym tez leżała ze śmiechu:)))pozdrów syncia za szybki kurs filcowania...na gorąco:)))
OdpowiedzUsuńhahahaha sweterek zawsze można odkupić ale wrażenia bezcenne i niezapomniane przejdzie ta opowieść do legend rodzinnych:) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOj mnie by chyba szlag trafił, a na pewno do końca dnia kiepski nastrój murowany ze względu na brak kasy na nowe zakupy. Na szczęście mam blokadę anty grzebaniową ;) Ale jak pralce coś odbije to i to nic nie da więc odpukuję ;)
OdpowiedzUsuńAle fajnie, że i takie sweterki na coś się przydają :)
Pozdrowionka